Ciasna, ale własna …. Arka Noego

Chyba najlepszą recenzją łamigłówki Arka Noego powinny stanowić załączone zdjęcia, a właściwie list do Mikołaja:

Moja 6-letnia imienniczka tak polubiła tę łamigłówkę, że rodzice niestety zostali zmuszeni do kupienia jej w ramach mikołajkowych prezentów. Z drugiej strony mają problem z głowy. Do Mikołaja jednak trochę czasu, a układanka musiała być dalej testowana, kupili więc inną z tej serii.

Co sprawiło, że gra tak się spodobała? Kilka czynników. Rodzicom przypadło do gustu praktyczne wykonanie. Znajomi wybierając się w dłuższą podróż zabrali ze sobą Arkę. Dzieci nie marudziły na tylnych siedzeniach samochodu, tylko na zmianę rozwiązywały zadania. W dodatku łamigłówka jest w bardzo praktyczny sposób wydana. Otrzymujemy ją w formie otwieranej książeczki. W środku są zadania oraz odpowiedzi. Na okładce narysowana jest arka, w której musimy zmieścić poszczególne pary zwierząt. Od spodu mają one przyklejone magnesy – w ten sposób trzymają się na arce. Nie musimy więc obawiać się, że w trakcie podróży zgubimy jakieś elementy. Po rozwiązaniu łamigłówki książeczkę po prostu zamykamy. To bardzo praktyczne, ponieważ możemy wrzucić ją do torebki i zabrać dosłownie wszędzie.

Pomysł na wykonanie – to pierwszy atut. Układankę można było zrobić w formie plastikowej planszy chowanej do pudełka. Postawiono jednak na oryginalność i praktyczność – to trzeba docenić.

Kolejny plus za zasady – są banalnie proste – musimy zmieścić wszystkie zwierzęta w Arce. Należy je układać parami – to znaczy zwierzęta danego rodzaju nie mogą stykać się rogami, lecz bokami. Zwierzęta umieszczamy nogami do dołu. Przed rozgrywką układamy elementy zgodnie z ich rozkładem na wybranym zadaniu. Na początku jest po kilka zwierząt. W najtrudniejszych zadaniach, zdarza się, że jest tylko jedno zwierzę.  Mamy do wyboru zadania z czterech poziomów trudności. W sumie przygotowano 48 łamigłówek. To kolejny plus. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – zaczynamy od łatwych zadań, po to by później spędzać sporo czasu główkując nad rozwiązaniem. Jest to szczególnie ważne dla rodziców, ponieważ bardzo często szukają czegoś co zajmie ich dzieci na dłużej i nie znudzi się zbyt szybko.

Na grze czytamy, że zalecana jest dzieciom od 7 lat. Z doświadczenia jednak wiem, że już sześciolatkowie dobrze sobie radzą. To jednak rozrywka również dla dorosłych, szczególnie dla tych, którzy nie znają jeszcze nowoczesnych łamigłówek. Szybko wciągali się i rozwiązywali kolejne zadania.

Arka Noego to na pewno dobry wybór dla tych, którzy lubią albo muszą samotnie rozwiązywać logiczne zadania. Praktyczne, ładne wykonanie podoba się, a w dodatku łamigłówkę można zabrać ze sobą w podróż. Warto dodać, że serii Magnetycznych gier podróżnych mamy do wyboru jeszcze Magiczny las, Robaczki, Tangramy (Lue, Zwierzęta, Przedmioty) oraz Wodny świat.

Grę przekazało wydawnictwo GRANNA. Dziękujemy !

 

  • WYKONANIE 5/5

    Praktyczne wykonanie.  Łamigłówka ma małe rozmiary – zmieści się do torebki. Dzięki magnesom nie pogubimy w podróży elementów.

  • TRUDNOŚĆ 2/5

    Zasady są banalnie proste. Do wyboru mamy 4 poziomy trudności.

  • OCENA 5/5

    Świetna zabawa zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Praktyczne wykonanie sprawia, że łamigłówkę można zabrać dosłownie wszędzie.

 

 

Essen 2013 cz.2

Speculation – czyli nowa gra Dirka Henna, twórcy m.in. Shoguna i Alhambry.


Spielbox – czyli niemiecki magazyn o grach planszowych


Al Rashid – gra duetu Giorgio De Michele i Pierluca Zizzi


Cafe Melange czyli gra o znanej wiedeńskiej kawiarni


Glass Road – długo wyczekiwana gra Uwe Rosenberga


Holenderski autor gier Hans van Tol w tym roku zaprezentował grę Countdown: Special Ops


Walk the Plank!, czyli gra o „najgorszych piratach w załodze” (na marginesie dobra, zabawna karcianka)


Włosi jak zwykle przygotowali dobre tytuły, m.in. Romolo o Remo.

Stephen Avery i Tom Vasel zaprezentowali grę Nothing Personal.

Steam Park – czyżby hit tegorocznych targów?

Cornish Smuggler – czyli jesteśmy osiemnastowiecznymi przemytnikami.

Amerigo – czyli kolejna już w tym roku gra Stefana Felda.

Żeby zdobyć autograf od autorki grafiki do tej gry trzeba było stać w długich kolejkach.

Yunnan – czyli przenosimy się do Chin

Wszystkie zdjęcia z Essen zebrane w galerii:

 

SPIEL 2013 cz.1

Targi już za nami – teraz nadszedł czas podsumowań, ocen premier i zakupów. Mam już swoje hity i kity – o nich będę pisać później. Teraz jednak wrzucę kilka zdjęć z tegorocznego wyjazdu.

Stoisko GRANNY jeszcze przed rozpoczęciem targów. Na kupujących czekały wielkie torby na zakupy.

Spiel des Jahres w wersji Deluxe.

Wydawnictwo 2F przygotowało w tym roku trzy premiery: Futterneid, Fünf Gurken i Frieses Wucherer.


Pierwsza wizyta Karola Madaja w Essen.


Takim autobusem chętnie wybrałabym się w podróż.


Stoisko G3 przez cztery dni cieszyło się naprawdę dużym zainteresowaniem.


Ekipa BoardGameGeek – czyli serwis BGG od kuchni.


Wywiady przeprowadzane przez ekipię BGG oglądane były przez graczy na całym świecie.


O co chodzi w Legacy?


Ciężko pracująca ekipa Leonardo Games. 🙂

Łukasz Wookie Woźniak tłumaczy swoją grę.


Czeski film …pffuuu …. czeskie gry.


Concordia – nie mylić ze statkiem Costa Concordia.


Typisch Deutsch – gra promowana przez niemieckiego komika Kaya Yanar.

CDN.

Pictomania – Rysujesz i zgadujesz

W Pictomanię zawsze gram na stojąco. Dlaczego? Wtedy szybciej rysuję i lepiej widzę, co inni robią. To gra, przy której strasznie się denerwuję. Za każdym razem czerwienię się z emocji.  Podobnie jest ze współgraczami: malujemy w zawrotnym tempie, śmiejemy się, a czasami nawet krzyczymy. To tylko krótki opis tego, czego możemy spodziewać się po tej grze.

Zacznijmy jednak od początku. Pictomania to gra w rysowanie. Każdy z graczy otrzymuje jedno zadanie do przedstawienia. Mamy różne kategorie tematyczne i różne poziomy trudności. Najłatwiejsze hasła dotyczą np. elementów gier planszowych, czy znaków drogowych, a najtrudniejsze np. gatunków muzycznych. Musimy starać się tak rysować, by reszta graczy domyśliła się, co przedstawia nasz rysunek. My również musimy zgadnąć co przedstawili nasi przeciwnicy. Ważny jest przy tym czas.

W pudełku znajdziemy specjalne tabliczki do rysowania, zmywalne mazaki, ściereczki, 13 kart wskazujących zadanie (6 z symbolami oraz 7 z cyframi), 5 żetonów bonusów oraz 99 dwustronnych kart z hasłami. Gracze otrzymują również 7 kart zgadywania w numerze od 1 do 7.

Rozgrywka trwa 5 rund. Zazwyczaj  jednak zabawa jest tak dobra, że gramy przynajmniej dwa razy pod rząd. Na początek musimy wybrać 6 kart z zadaniami. Gracze losują, które hasła będą rysować. Szybko staramy się wykonać rysunek i odgadywać co przedstawiają inni. W tym celu zerkamy na karty z hasłami. Warto pamiętać o tym, że jeżeli my rysujemy hasło nr 6 z karty oznaczonej gwiazdką, to nikt inny nie otrzyma ani tego numeru ani zadania z tej karty. Gdy wiemy, co przedstawia dany rysunek kładziemy przed nim kartę z numerem odpowiedzi. Następni gracz będą robić to samo tworząc w ten sposób stos z kart. Niestety nie można zmienić miejsca raz położonej karty. Na dany rysunek można tylko raz głosować, tzn. przed daną pracą można położyć tylko jedną kartę. Gdy odgadliśmy wszystkie rysunki lub nie mamy już pojęcia co mogą one przedstawiać, wtedy zabieramy żeton bonusu. Pierwsza osoba, która pasuje, bierze płytkę z największą wartością, następne osoby sięgają po kolejne żetony. Ostatni gracz niestety nie otrzymuje żadnego bonusu.

Kolejnym krokiem jest punktacja. Każdy z graczy po kolei przyznaje punkty  za prawidłowe odpowiedzi. Osoba, która jako pierwsza położyła kartę z dobrym numerem hasła, otrzymuje płytkę z największą ilością punktów. Te płytki które nam pozostaną, będą liczone jako nasze punkty ujemne. Co się dzieje gdy odpowiedź nie jest prawidłowa? Kartę ze złym numerem kładziemy na środku stołu. Osoba, która najgorzej odgadywała, tzn. na środku stołu leży najwięcej kart w jej kolorze, otrzymuje punkty minusowe. Ich suma równa jest liczbie punktów z żetonu z bonusem. Jeżeli jest remis, nikt nie otrzymuje punktów ujemnych. Żeton bonusu może więc przynieść nam punkty dodatnie lub ujemne. Podsumowując punktowanie: punkty dodatnie otrzymujemy za odgadnięte hasła oraz za żeton bonusu. Punkty minusowe otrzymujemy za żetony, które nam pozostały (tzn. rysunek był zbyt trudny, lub mało dokładny – gracze nie potrafili odgadnąć naszego hasła) oraz za żeton bonusu, gdy sami najgorzej zgadywaliśmy.

Po zakończeniu punktacji przechodzimy do kolejnej rundy. Wcześniej musimy przetrzeć nasze tabliczki i uporządkować karty oraz żetony. Pictomanię wygrywa osoba, która zdobędzie najwięcej punktów, czyli najlepiej rysowała, ale też zgadywała, co inni przedstawiają.

Pisałam na początku, że to gra w rysowanie. Nie należy się jednak tego obawiać. Nawet osoby, które nie potrafią lub nie lubią rysować, dobrze się bawią. Bywają tacy gracze, których rysunki są naprawdę trudne do rozszyfrowania. Sama znam takie przypadki. Czasami wręcz wszystko jest jasne (tzw. kawa na ławę), tylko trzeba trochę ruszyć głową. Tak było w przypadku balonów i baloników. Wydawało mi się, że balon i balonik to to samo (powiecie blondynka – natury niestety nie oszukamJ).  Kilkakrotnie traciłam przez ten szczegół punkty. Balonik to ten mały kolorowy trzymany przez dzieci, a balon to ten, którym latają ludzie. Ot taka mała dygresja.

Jeśli chodzi o wiek graczy, to w Pictomanię mogą grać zarówno dzieci, nastolatkowie, jak i ich rodzice. Graliśmy w mieszanym składzie, tzn. dzieci wraz z dorosłymi i nie było większych problemów. Na początku omawialiśmy z nimi wszystkie hasła i dopiero potem losowaliśmy zadanie do narysowania.

Na koniec jeszcze jedna informacja – im więcej osób, tym większa frajda.

Komu polecam Pictomanię? Wszystkim, którzy lubią dobrze bawić się. Również tym, którzy przy grach chcą odprężyć się i przede wszystkim pośmiać. Bardzo lubię gry, w których trzeba wykazać się kreatywnością. Jeżeli macie podobne preferencje – sięgnijcie po Pictomanię.

Grę przekazało wydawnictwo TREFL  dziękujemy !

  • WYKONANIE 4/5

    Za duże pudełko i brakuje woreczków strunowych. Tabliczki w zagranicznych wydaniach są twardsze i grubsze.

  • TRUDNOŚĆ 2/5

    Na początku gracze trochę gubią się przy punktacji, ale bardzo szybko opanowują system przyznawania punktów.

  • OCENA 5/5

    Przy tej grze nie można się źle bawić!

 

Z ekranu na planszę

Gry oparte na licencji znanych bajek, czy motywów filmowych, pojawiają się już od dawna. Do tej pory najczęściej wykorzystywano chyba Monopoly (mój chrześniak ma np. SpongeBob Monopoly – od razu uprzedzam, to NIE był mój prezent :)), Memory, czy też Chińczyka. Widziałam też Ryzyko na licencji Transformers. Nie można jednak pominąć takiego tytułu jak Battlestar Galactica. Gra oparta na tym znanym serialu w rankingu BGG jest obecnie na 21 miejscu. Ostatnio jednak pojawiają się również w Polsce planszówki oparte na znanych produkcjach telewizyjnych. 
31 sierpnia miała premierę gra Michała Ozona – Czas honoru. Przenosimy się w niej do wydarzeń z 1944 roku, gdy w nocy z 25 na 26 lipca zrealizowano jedną z najbardziej spektakularnych akcji Armii Krajowej. Mowa o Operacji Most III. Nieprzypadkowo gra nazywa się tak jak znany telewizyjny serial, ponieważ w jednym z odcinków jego bohaterowie również uczestniczyli w tej operacji.
Wielokrotnie grałam już w tę planszówkę  i bardzo mi się podoba. Wydaje mi się, że im częściej się do niej powraca, tym bardziej dostrzegamy jej wielki potencjał. Pomimo iż w grze pojawia się wątek wojenny, to również paniom podoba się pomysł na grę i chętnie do niej zasiadały.


Kolejnym serialem, który zostanie „przeniesiony na planszę”, są Alternatywy 4. Planszówka ta również będzie miała nową, specjalnie dla niej zaprojektowaną, mechanikę. Gracze przemieszczają się po pięciu lokacjach. Na każdej mogą wykonać jedną z kilku dostępnych akcji. Rozgrywka podstawowa trwa 3 Dni (15 rund). Sposób zdobycia punktów zwycięstwa zależy od charakteru/cechy jaką Lokator bądź Gospodarz na początku każdego Dnia tajnie wybrał. Rozgrywka opiera się na decyzjach i dobrym wykorzystaniu posiadanych kart atutowych, swoich Cech i posunięć innych graczy. Warto również podkreślić piękne grafiki nawiązujące do serialowych postaci i wydarzeń. Gra będzie wydana już pod koniec października.


Wcześniej, bo już od poniedziałku, dostępna będzie gra Rodzinka.pl – Tripol. Jak sama nazwa wskazuje, gra oparta jest na mechanice Tripol. Każdy w ramach swojej kolejki losuje trójkąt a następnie szuka możliwości dołączenia go do trójkątów, które juz leżą na stole. Naszym zadaniem będzie łączenie boków płytek, tak by tworzyły spójną całość i pasowały do siebie kolorystycznie. Jako ciekawostkę dodam, że Tripol jest rekomendowany przez Pracownię Logopedyczną Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Oczywiście gra nawiązuję do znanego serialu o perypetiach pewnej rodzinki. W komedii występują znani aktorzy. m.in. Tomasz Karolak, czy Małgorzata Kożuchowska.


Na koniec wspomnę jeszcze o innych grach opartych na licencjach znanych programów telewizyjnych. To na przykład Postaw na milion, Milionerzy, czy Kocham Cię Polsko!. W Niemczech tego typu gier jest znacznie więcej. Obiecuję, że w najbliższym czasie również o nich napiszę.

* Zdjęcia gry Rodzinka.pl pochodzą ze strony https://www.facebook.com/pages/Rodzinkapl-Tripol/546118838775112?directed_target_id=0

Modell Hobby Spiel – Lipsk cz.3

Czas na kolejne wspomnienia z wyjazdu na targi Modell Hobby Spiel. Jedną z atrakcji była akcja Geocaching, która rozpoczęła się już kilka miesięcy temu.

Pod koniec maja 99 „meepli” „wyruszyło” w świat. Można je było znaleźć m.in. w USA, Chinach, Francji, Czechach oraz w Polsce. Poszukiwacze z całego świata próbowali je odnaleźć i dostarczyć do nowej skrytki. Każda figurka opatrzona była specjalnym kodem, który umożliwiał pozostawienie wskazówek na stronie www.geocaching.com. Akcji patronowały znane osoby, które również wysyłały meeple w podróż. Tak było m.in. w przypadku twórcy gry. Klaus-Jürgen Wrede uczynił to podczas pobytu w Carcassonne.

W czasie trwania akcji Meeple okrążyły kulę ziemską prawie dziewięciokrotnie. Pokonały 361.494 tys. km. Najwięcej kilometrów przemierzył jeden z meepli, który czeka teraz w San Diego w USA. Do tej pory pokonał prawie 30 tys. km. Spośród 99 wysłanych figurek, do Lipska, do ostatniego dnia targów, dotarło 14 meepli.

Również w Lipsku, w trakcie targów Modell Hobby Spiel, przygotowano akcję Geocaching. Uczestnicy poszukiwali ukrytych skrytek. Używali do tego swoich smartfonów. Na każdego znalazcę czekał także upominek.

 

Modell Hobby Spiel – Lipsk cz.2

Czwarty dzień targów Modell Hobby Spiel za nami. Nogi bolą od chodzenia. Portfel jest znacznie lżejszy, a torba cięższa.

Dziś napiszę o laureatach prestiżowej nagrody GRAF LUDO 2013. Zwycięzcę poznaliśmy podczas targów w Lipsku. W kategorii najlepszej grafiki do gry familijnej nagrodzono Legendy krainy Andor. Przypomnę tylko, że autorem grafiki i samej gry jest Michael Menzel. W kategorii najlepszej grafiki do gry dziecięcej wygrał Rolf Vogt za ilustracje do Die verzauberten Rumpelriesen. Dla każdego z nich to już drugie takie wyróżnienie. Menzel zdobył nagrodę GRAF LUDO w 2011 roku za grę Eselsbrücke, a Vogt w 2010 roku za Vampire der Nacht.

W uzasadnieniu Jury czytamy, że Michael Menzel po raz kolejny udowodnił, że świetnie rysuje malownicze krainy. Tym razem nie są to jednak obrazy prawdziwych miejsc, ale od początku do końca wymyślone. Wystarczy rzut oka na okładkę, by przekonać się, że autor włożył w tworzenie grafiki całe serce. Również plansza jest godna podziwu. Widzimy krainę Andor właściwie z lotu ptaka. Sceneria nadaje się nawet na plakat. W dodatku karty, znaczniki i wiele innych szczegółów są funkcjonalne i intuicyjne.

W przypadku drugiego laureata, jury zwraca uwagę na jego kreatywność. Pamiętając grafikę do gry Vampire der Nacht, trudno uwierzyć, że przygotował ją też do Die verzauberten Rumpelriesen – to dwa różne klimaty. Jurorzy zwracają również uwagę na umiejętność rysowania postaci. Każda z nich jest dopracowana i indywidualna, można powiedzieć, że nawet odrobinę „przerysowana”.

Jeszcze na koniec kilka słów na temat samej nagrody. Była ona przyznawana już po raz piąty. W jury zasiadają eksperci związani z branżą gier planszowych, m.in. dziennikarze oraz  graficy. Laureaci, oprócz prestiżowego tytułu, otrzymują też nagrodę pieniężną w wysokości tysiąca euro.

 

Modell Hobby Spiel – Lipsk cz.1

Jestem zachwycona! Tak można w skrócie opisać moje wrażenia po pierwszej wizycie na targach Hobby Modell Spiel. O tym, że w Niemczech przygotowuje się targi z wielkim rozmachem przekonałam się już w Essen. W Lipsku zostałam znów zaskoczona. Nie dość, że komunikacja w samym mieście jest świetna, to jeszcze organizacja imprezy zasługuje na pięć gwiazdek.


Targi odbywają się w halach połączonych szklanymi przejściami, co robi naprawdę duże wrażenie. Przed samymi halami wita nas wielki staw, na którym też ścigały się dzisiaj modele motorówek. Jest tam też fontanna i wielka róża. W samych halach wystawienniczych nie ma problemu z zostawieniem kurtek, ponieważ od razu za kasami przechodzimy obok garderoby. Są też, co mnie bardzo zaskoczyło, stanowiska Deutsche Bahn. Bilety więc można kupić na miejscu i potem tylko podjechać tramwajem prosto na dworzec. Ja też tak zrobię przed odjazdem, ponieważ przyjechałam do Lipska pociągiem. Pierwszy raz jestem w tym mieście,  ale bez problemu odnalazłam się. Już na dworcu są bannery informujące o targach i o tramwaju, którym można na nie dojechać. W ciągu dnia jeździ on co kilka minut i ostatnim przystankiem są właśnie hale targowe. Co ważne, jeżeli posiadamy bilet wstępu, za przejazd tramwajem nie płacimy.
To może tyle, jeżeli chodzi o informacje praktyczne. Dziś napiszę trochę o trzech grach, którym poświęciłam w piątek sporo czasu.


Pierwszą  z nich jest Carcassonne: Südsee, czyli nowa wersja kultowej już gry. Wszyscy czekają na Essen, żeby zobaczyć ją z bliska, a jej premiera miała miejsce w Lipsku już teraz . To zarazem zapowiedź kolejnych tytułów z cyklu Carcassone – Around The World. Będą się one pojawiać w ciągu następnych kilku lat. Podobno dopracowywane są już pomysły na dwie kolejne części. W pierwszej akcja toczy się na Morzach Południowowych. Udało mi się dziś przeprowadzić prawie półgodzinny wywiad z autorem tej gry. Klaus-Jürgen Wrede opowiedział mi o pomyśle na nowe wydanie, o dalszych planach, ale też o pracy zawodowej. Co najważniejsze (mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy), w przyszłym roku odwiedzi Polskę. Bardzo się cieszę z tego powodu, tym bardziej, że Klaus-Jürgen Wrede okazał się naprawdę miły i  sympatyczny. Mam nadzieję, że zobaczymy się za kilka miesięcy. Pewne jest to, że do domu wracam z nową grą i zawieszką do bagażu w kształcie „ludzika” z  Carcassonne.


Drugą grą, o której dziś wspomnę to Qwixx. Głośno się o niej zrobiło z powodu jej nominacji do tytułu Spiel des Jahres. W Lipsku cieszyła się naprawdę sporym zainteresowaniem. Tym bardziej, że można było w nią zagrać podczas turnieju. W jednym wzięłam udział, niestety nie przeszłam dalej. Jutro jednak spróbuję jeszcze raz swojego szczęścia.


Trzecią grą, którą chyba nawet zakupię, jest gra Klack! Jej autorem jest Haim Shafir, twórca Halli Galii. Warto dodać, ze gra jest też na liście  polecanych tytułów przez kapitułę Spiel des Jahres. Na początku myślałam, że to „agresywna” gra spostrzegawcza, coś na wzór Prawa dżungli. Jednak gdy zagrałam okazało się, że to fajny tytuł, który sprawdzi się szczególnie wśród dzieci i osób początkujących. W grze rzucamy kośćmi. Jedna wskazuje nam symbol, a druga kolor. Musimy jak najszybciej zebrać wszystkie płytki spełniające wskazane kryteria. Na każdej płytce jest po kilka różnych symboli w różnych kolorach.  Każda z nich ma w środku magnes, tak więc zbierając przykładamy jedna płytkę do drugiej i w ten sposób tworzymy wieżę. Bardzo fajny pomysł na grę imprezową.


Kolejne wrażenia z targów – w następnych artykułach.

Kilka zdjęć na profilu Zgranych na Facebooku:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.166785996860099.1073741835.102136113325088&type=1

Mistrzostwa świata gry w kapsle

Dziś będzie nie o grach planszowych, ale o grze podwórkowej. Po raz trzeci w Kuźni Raciborskiej odbędą się bowiem Mistrzostwa świata w grze w kapsle. Udział w niej może wziąć każdy. Jak przyznają organizatorzy, najczęściej grają dorośli, którzy pamiętają tę zabawę jeszcze z czasów swojego dzieciństwa. Zwieńczeniem imprezy będzie festiwal pieczonego ziemniaka. Mistrzostwa odbędą się już w najbliższą sobotę (21 września). Początek o godz. 16.00. O tej inicjatywie opowie Michał Fita, dyrektor tamtejszego domu kultury.

Jak narodził się pomysł organizacji tych mistrzostw?

Szukaliśmy pomysłu na imprezę. Mieliśmy ograniczony budżet. W dodatku chcieliśmy, żeby było to coś sympatycznego, oryginalnego i związanego z rekreacją. Wtedy przypomniałem sobie, jak w dzieciństwie uwielbiałem grać na osiedlowym podwórku w kapsle. Było bardzo fajnie, ponieważ do zabawy zapraszali mnie nawet starsi koledzy. Wpadłem na pomysł, żeby przypomnieć tę grę. Jeden z naszych pracowników zaproponował nazwę z przymrużeniem oka, czyli „Mistrzostwa świata”. Narodziła się też historia i mitycznej drużynie Gabonu, która miała do nas przyjechać, jednak nie dotarła.

Jak będzie przebiegał turniej?

Przygotowaliśmy trzy kategorie wiekowe: do 10 lat, od 10 do 15 lat i powyżej 15 lat. W tym roku wprowadzamy pewną nowość. Do tej pory sami rysowaliśmy tor, ale w zeszłym roku nasz mistrz pokonał go w niecałe 20 minut. Stwierdziliśmy więc, że przygotujemy tylko część toru, resztę zrobią sami zawodnicy. Mogą dodać na przykład jakieś utrudnienia. Sama impreza przebiega w bardzo przyjemnym miejscu, w parku w Kuźni Raciborskiej. Jest tam też plac zabaw, z którego będą mogły korzystać dzieci. Rozpalimy też ognisko i zorganizujemy Festiwal Pieczonego Ziemniaka.

O czym powinni wiedzieć uczestnicy mistrzostw?

Przygotowaliśmy dla wszystkich kapsle, jednak sądzę, że każdy „szanujący się kapslowicz” zabierze ze sobą swój kapsel. Może być ozdobiony, czy obciążony np. woskiem, plasteliną, czy monetą.

Dlaczego tak ważne jest obciążenie?

Ciężki kapsel lepiej trzyma się podłoża i nie wypada z toru. Jest nim łatwiej manewrować.

Jakie są najważniejsze zasady?

Każdy zawodnik uderza w kapsel za pomocą trzech „pstryknięć”. Na torze może grać równocześnie pięć osób. Mamy też specjalne odcinki premiowe. Jeżeli więc kapsel wypadnie poza tor przed zdobyciem premii, zawodnik cofa się do poprzedniego miejsca lub na start.

Kto bierze udział w tej imprezie?

Zauważyliśmy, że zgłaszają się głównie dorośli. Dla wielu dzieci gra w kapsle to zupełna nowość. Pierwszym Mistrzem został 40-latek, który dzięki naszej imprezie przypomniał sobie czasy dzieciństwa. Dzięki naszym mistrzostwom stateczni panowie zamieniają się w małych chłopców – klęczą, czy leżą po to, by wykonać dobry strzał.  Świetnie się przy tym bawią.

Dziękuję za rozmowę.

 

Kto kogo…. zje?

Od kilku już lat prowadzę w radiu program Ekofakty. To kilkuminutowe ciekawostki związane z przyrodą i ekologią. Z okazji jubileuszu naszej stacji w 15 miastach zorganizowaliśmy studia plenerowe. Wtedy powstała anegdota, że nie ma tematu, który nie nadawałby się do Ekofaktów. Z każdego wyjazdu wracałam bowiem z nagraniem do swojego programu. Nadal przy każdej okazji rozglądam się za tematami do Ekofaktów. Z niecierpliwością czekałam więc na grę „Kto kogo”, która oczywiście dotyczy zwierząt. Już przed premierą opowiadałam pozostałym dziennikarzom o tej grze. Nawet osoby niegrające zainteresowały się tematem. Krótko mówiąc chodzi o to: kto kogo … zje.
Zagrywając karty na których przedstawione są zwierzęta zamieszkujące las, tworzymy łańcuchy pokarmowe. Staramy sie zdobyć najlepsze pożywienie, jednak musimy uważać, żebyśmy sami nie padli ofiarą drapieżców. Plany pokrzyżować nam może również myśliwy oraz rój pszczół.


Nie tylko podoba mi się temat gry, ale również oznaczenia na kartach. Są bardzo czytelne i nie ma problemu z ich zrozumieniem. Na każdej karcie przedstawione jest inne zwierzę lub roślina, które możemy spotkać w lesie. Na dole karty w zielonym kółku przedstawiono pożywienie, które może zjeść zwierzę z karty. Na górze w czerwonych kółkach zamieszczono łowców, którzy mogą polować na dane zwierzę lub roślinę. Na dole karty jest też cyfra rzymska, która oznacza, na jakim poziomie łańcucha pokarmowego znajduje się bohater karty. Na górze natomiast zaznaczono ilość punktów, które otrzymamy na koniec gry. Jak już pisałam oznaczenia są na tyle czytelne, że gra przebiega płynnie, nie trzeba zastanawiać się zbyt długo, kto kogo zje.


Ciekawe są też akcje możliwe do wykonania. Możemy wybierać spośród pięciu opcji. Pierwszą jest polowanie – czyli wysyłamy do lasu naszego łowcę. W tym celu zagrywamy kartę z ręki na jedną z kart leżących na środku stołu i kładziemy na niej znacznik w naszym kolorze. W ten sposób tworzymy lub przedłużamy łańcuch pokarmowy. Musimy jednak zwracać uwagę na oznaczenia na kartach, o których już wcześniej pisałam. Na jedną ofiarę, może polować kilka zwierząt. W kolejnym ruchu może okazać się, że nasz łowca stanie się ofiarą, ponieważ inny gracz zagra kartę, nie na początku łańcucha (bo np. jego łowca nie jada tej rośliny lub zwierzaka), ale na naszej karcie.
Drugim rodzajem akcji jest pożywienie. Jeśli na naszego łowcę nikt nie poluje i nie mamy rywali – zjadamy ofiarę (zabieramy kartę i dokładamy do naszych zdobyczy). Może być też tak, że udaje nam się upolować łowcę przeciwnika – wtedy zabieramy kartę wraz z jego znacznikiem. Jeżeli okaże się, że mamy rywali, wtedy staczamy walkę. Pojedynek wygra osoba, której karta znajduje się na wyższym poziomie w układzie pokarmowym. Karta przegranego jest odkładana na stos kart odrzuconych, a znacznik wraca do gracza.
Trzecim typem akcji jest wycofanie. Taki ruch jest możliwy, gdy na naszą kartę nikt nie poluje. Wtedy kartę odrzucamy na stos, a znacznik wraca do nas. Ten ruch jest szczególnie przydatny w sytuacji, gdy kilku graczy rywalizuje o daną ofiarę i widzimy, że  w kolejnym ruchu ktoś z nich wytoczy nam walkę. Jeżeli jesteśmy na tym samym poziomie lub na niższym – odejdziemy z kwitkiem – lepiej więc uratować naszego łowcę, szczególnie jeśli jest dosyć „silny”.
Czwartą możliwością jest wymiana karty. W trakcie naszych rozgrywek dosyć często z niej korzystaliśmy. W tym przypadku możemy jedną kartę z ręki zamienić na kartę leżącą na stole. Musimy spełnić kilka warunków: na daną kartę nie może nikt polować oraz nie może posiadać kolorowego znacznika. Karta, którą umieścimy w lesie musi mieć niższy poziom w łańcuchu pokarmowym niż ta zabrana stamtąd.
Ostatnią możliwością jest po prostu pasowanie – odkładamy jedną kartę na stos kart odrzuconych i dobieramy nową  z talii.
Tak jak już pisałam w grze mamy też karty specjalne: Myśliwy, który może polować na każde zwierzę w lesie oraz Rój, który może zaatakować każdego łowcę stojącego na końcu łańcucha pokarmowego (a także Myśliwego).
Gra kończy się, gdy zabraknie nam kart do dobierania i gracze nie mogą przeprowadzić już żadnych akcji. Gracze podliczają punkty za zdobyte karty oraz doliczają po jednym punkcie za każdy znacznik (swój i zdobyty). Wygrywa oczywiście osoba z największą ilością punktów.
Gra ma nie tylko proste zasady i przejrzyste oznaczenia graficzne, ale również sama grafika jest skromna i estetyczna. Na początku byłam trochę zawiedziona, bo lubię taką „bajkową” grafikę, ale z czasem stwierdziłam, że te rysunki idealnie pasują do tematu. Gra posiada walory edukacyjne i takie „rzeczywiste” rysunki zwierząt i roślin jak najbardziej temu służą.
Jak już wspomniałam, gra „Kto kogo” świetnie nadaje się do połączenia zabawy z nauką. Kolejna gra (po Faunie i Pomyśl i połącz: Zwierzęta), dzięki której dzieci mogą poznać królestwo zwierząt. Grę jednak polecam nie tylko samym dzieciom, ale przede wszystkim całym rodzinom. Grało nam się bardzo przyjemnie, ale jest pewne ALE. Po przeczytaniu instrukcji okazało się, że mamy sporo wątpliwości. Brakuje w niej rysunków i omówienia poszczególnych przypadków. Szczególnie mało miejsca poświęcono akcji Pożywienie (pojawiały się pytania np. w przypadku długich łańcuchów pokarmowych). Po zapoznaniu się z profilem gry w serwisie BoardGameGeek okazało się, że podobne wrażenia mają również inni gracze. Na szczęście autor starał się odpowiedzieć na wszelkie wątpliwości oraz zamieścił rozszerzoną wersję zasad z omówieniem różnych przypadków. Było to pomocne, szkoda, że nie dodano ich do „regularnej” instrukcji. Pomimo iż gra ma naprawdę proste zasady, te braki w instrukcji odrobinę komplikują pierwsze rozgrywki. Wielka szkoda! Po zapoznaniu się z prawidłowymi zasadami gra się szybko i przyjemnie. Temat jest zabawny i pouczający. Grę docenią zapewne rodzice, którym zależy żeby ich dzieci przy okazji rozgrywki nauczyły się czegoś nowego.

Grę przekazało wydawnictwo G3. Dziękuję !

  • WYKONANIE 4/5

    Gra ma poręczne pudełko, karty mają zaokrąglone rogi – nie widać na nich większych śladów użytkowania. Grafika estetyczna i przejrzysta.

  • TRUDNOŚĆ 2/5

    Gra ma proste zasady, a przejrzyste oznaczenia na kartach ułatwiają rozgrywkę. Szkoda, że instrukcja nie wyjaśnia wszystkich wątpliwości.

  • OCENA 4/5

    Grę polecam szczególnie rodzinom. Gra się przyjemnie i szybko. Temat jest ciekawy i nietypowy. Dużym plusem są walory edukacyjne.