Kto nie zna Osadników?

Coraz częściej przekonuję się, że trudno znaleźć osobę, która, przynajmniej ze słyszenia, nie zna gry Osadnicy z Catanu. Rozmawiając ostatnio ze znajomymi dziennikarzami zaczęłam temat planszowek. Byłam przekonana, że to totalni laicy. A tu wielka niespodzianka.

Co się okazało? Wszyscy w coś grają. I to nie w Chińczyka, czy Monopoly, ale w nowoczesne gry planszowe. Pojawiły się takie tytuły jak Dixit, czy Blokus oraz, co było dla mnie miłym zaskoczeniem, Osadnicy z Catanu.

Pamiętam moje pierwsze spotkanie z tą planszówką. Zamówiłam ją w jednym ze sklepów internetowych i z niecierpliwością czekałam na przesyłkę. Gdy w końcu przyszła i rozpakowałam pudełko, poczułam wielkie szczęście, że w końcu mogę zagrać w tę kultową grę, nagrodzoną m.in. tytułem Spiel des Jahres. Gdy zaczęłam czytać instrukcję poczułam jednak mętlik w głowie i przyznam się, że pierwsza rozgrywka nie była do końca poprawna. Byłam wtedy jednak „początkującym graczem”, znającym zaledwie kilka tytułów, stąd może ten problem z ogarnięciem zasad. Były jednak akurat upalne wakacje, w radiu mieliśmy letnią ramówkę, tak więc miałam sporo czasu na zapoznanie się z tą pozycją. Tak narodziły się spotkania z kuzynem i bratem mojego narzeczonego, podczas których godzinami graliśmy, głównie w osadników. W trakcie rozmowy ze znajomymi dziennikarzami okazało się, że nie tylko ja mam taki sposób na wolne wieczory. Oni też spotykają się po to, by wcielić się w rolę osadników. W trakcie rozmowy ze znajomymi dziennikarzami okazało sie, że u nich też taka tradycja narodziła się. Kolejnym zaskoczeniem związanym z tą grą, był fakt, że znajomy misjonarz z Peru, nauczył się tam grać w …. Osadników. Spędza właśnie urlop w Polsce i przedstawił mi nietypową prośbę. Miałam mu pomóc zakupić grę, której tytuł zna tylko po hiszpańsku. Na szczęście wyszukiwarka w serwisie BoardGameGeek była bardzo pomocna. Szybko okazało się, że to nic innego jak Osadnicy z Catanu. Nie wiedziałam, że w Peru też są fani tej gry. Mój znajomy postanowił nawet zakupić tę grę w prezencie dla swoich peruwiańskich znajomych. Życzenie zostało spełnione i gra już lada moment do mnie dotrze, a za miesiąc w polską wersję będą grać rodowici Peruwiańczycy.

Popularność Osadników z Catanu polega chyba na tym, że swego czasu był to dość mocno reklamowany tytuł. Pamiętam, że w 2005 i 2006 roku natknęłam się w różnych czasopismach na artykuły o tej grze. To była zapowiedź rewolucji na polskim rynku planszówek. W moim życiu osadnicy też sporo namieszali. Tak jak już wcześniej pisałam, od nich zaczęły się spotkania z rodziną przy grach. W ten sposób znacznie zwiększył mi się apetyt na poznawanie kolejnych tytułów. Pudełko Osadników nosi już liczne ślady użytkowania i jest dosyć sfatygowane. Czasami wstyd wyciągać tę grę na stół. Teraz w kolekcji oprócz klasycznej, drewnianej wersji posiadam też wersję plastikową, karcianą, kościaną i karcianą dla dwóch osób oraz grę Osadnicy z Catanu: Na podbój Europy. Ta gra chyba nigdy mi się nie znudzi. Cieszę się, gdy na forum lub na stronach internetowych sklepów pojawiają się pozytywne opinie na temat tego tytułu. Owszem są gry lepsze, z ciekawszą mechaniką, z mniejszym elementem losowym, ale Osadnicy według mnie mają to coś, co pozwala się przy nich dobrze bawić.

0 Udostępnień