Modell Hobby Spiel – Lipsk cz.2

Czwarty dzień targów Modell Hobby Spiel za nami. Nogi bolą od chodzenia. Portfel jest znacznie lżejszy, a torba cięższa.

Dziś napiszę o laureatach prestiżowej nagrody GRAF LUDO 2013. Zwycięzcę poznaliśmy podczas targów w Lipsku. W kategorii najlepszej grafiki do gry familijnej nagrodzono Legendy krainy Andor. Przypomnę tylko, że autorem grafiki i samej gry jest Michael Menzel. W kategorii najlepszej grafiki do gry dziecięcej wygrał Rolf Vogt za ilustracje do Die verzauberten Rumpelriesen. Dla każdego z nich to już drugie takie wyróżnienie. Menzel zdobył nagrodę GRAF LUDO w 2011 roku za grę Eselsbrücke, a Vogt w 2010 roku za Vampire der Nacht.

W uzasadnieniu Jury czytamy, że Michael Menzel po raz kolejny udowodnił, że świetnie rysuje malownicze krainy. Tym razem nie są to jednak obrazy prawdziwych miejsc, ale od początku do końca wymyślone. Wystarczy rzut oka na okładkę, by przekonać się, że autor włożył w tworzenie grafiki całe serce. Również plansza jest godna podziwu. Widzimy krainę Andor właściwie z lotu ptaka. Sceneria nadaje się nawet na plakat. W dodatku karty, znaczniki i wiele innych szczegółów są funkcjonalne i intuicyjne.

W przypadku drugiego laureata, jury zwraca uwagę na jego kreatywność. Pamiętając grafikę do gry Vampire der Nacht, trudno uwierzyć, że przygotował ją też do Die verzauberten Rumpelriesen – to dwa różne klimaty. Jurorzy zwracają również uwagę na umiejętność rysowania postaci. Każda z nich jest dopracowana i indywidualna, można powiedzieć, że nawet odrobinę „przerysowana”.

Jeszcze na koniec kilka słów na temat samej nagrody. Była ona przyznawana już po raz piąty. W jury zasiadają eksperci związani z branżą gier planszowych, m.in. dziennikarze oraz  graficy. Laureaci, oprócz prestiżowego tytułu, otrzymują też nagrodę pieniężną w wysokości tysiąca euro.

 

Modell Hobby Spiel – Lipsk cz.1

Jestem zachwycona! Tak można w skrócie opisać moje wrażenia po pierwszej wizycie na targach Hobby Modell Spiel. O tym, że w Niemczech przygotowuje się targi z wielkim rozmachem przekonałam się już w Essen. W Lipsku zostałam znów zaskoczona. Nie dość, że komunikacja w samym mieście jest świetna, to jeszcze organizacja imprezy zasługuje na pięć gwiazdek.


Targi odbywają się w halach połączonych szklanymi przejściami, co robi naprawdę duże wrażenie. Przed samymi halami wita nas wielki staw, na którym też ścigały się dzisiaj modele motorówek. Jest tam też fontanna i wielka róża. W samych halach wystawienniczych nie ma problemu z zostawieniem kurtek, ponieważ od razu za kasami przechodzimy obok garderoby. Są też, co mnie bardzo zaskoczyło, stanowiska Deutsche Bahn. Bilety więc można kupić na miejscu i potem tylko podjechać tramwajem prosto na dworzec. Ja też tak zrobię przed odjazdem, ponieważ przyjechałam do Lipska pociągiem. Pierwszy raz jestem w tym mieście,  ale bez problemu odnalazłam się. Już na dworcu są bannery informujące o targach i o tramwaju, którym można na nie dojechać. W ciągu dnia jeździ on co kilka minut i ostatnim przystankiem są właśnie hale targowe. Co ważne, jeżeli posiadamy bilet wstępu, za przejazd tramwajem nie płacimy.
To może tyle, jeżeli chodzi o informacje praktyczne. Dziś napiszę trochę o trzech grach, którym poświęciłam w piątek sporo czasu.


Pierwszą  z nich jest Carcassonne: Südsee, czyli nowa wersja kultowej już gry. Wszyscy czekają na Essen, żeby zobaczyć ją z bliska, a jej premiera miała miejsce w Lipsku już teraz . To zarazem zapowiedź kolejnych tytułów z cyklu Carcassone – Around The World. Będą się one pojawiać w ciągu następnych kilku lat. Podobno dopracowywane są już pomysły na dwie kolejne części. W pierwszej akcja toczy się na Morzach Południowowych. Udało mi się dziś przeprowadzić prawie półgodzinny wywiad z autorem tej gry. Klaus-Jürgen Wrede opowiedział mi o pomyśle na nowe wydanie, o dalszych planach, ale też o pracy zawodowej. Co najważniejsze (mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy), w przyszłym roku odwiedzi Polskę. Bardzo się cieszę z tego powodu, tym bardziej, że Klaus-Jürgen Wrede okazał się naprawdę miły i  sympatyczny. Mam nadzieję, że zobaczymy się za kilka miesięcy. Pewne jest to, że do domu wracam z nową grą i zawieszką do bagażu w kształcie „ludzika” z  Carcassonne.


Drugą grą, o której dziś wspomnę to Qwixx. Głośno się o niej zrobiło z powodu jej nominacji do tytułu Spiel des Jahres. W Lipsku cieszyła się naprawdę sporym zainteresowaniem. Tym bardziej, że można było w nią zagrać podczas turnieju. W jednym wzięłam udział, niestety nie przeszłam dalej. Jutro jednak spróbuję jeszcze raz swojego szczęścia.


Trzecią grą, którą chyba nawet zakupię, jest gra Klack! Jej autorem jest Haim Shafir, twórca Halli Galii. Warto dodać, ze gra jest też na liście  polecanych tytułów przez kapitułę Spiel des Jahres. Na początku myślałam, że to „agresywna” gra spostrzegawcza, coś na wzór Prawa dżungli. Jednak gdy zagrałam okazało się, że to fajny tytuł, który sprawdzi się szczególnie wśród dzieci i osób początkujących. W grze rzucamy kośćmi. Jedna wskazuje nam symbol, a druga kolor. Musimy jak najszybciej zebrać wszystkie płytki spełniające wskazane kryteria. Na każdej płytce jest po kilka różnych symboli w różnych kolorach.  Każda z nich ma w środku magnes, tak więc zbierając przykładamy jedna płytkę do drugiej i w ten sposób tworzymy wieżę. Bardzo fajny pomysł na grę imprezową.


Kolejne wrażenia z targów – w następnych artykułach.

Kilka zdjęć na profilu Zgranych na Facebooku:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.166785996860099.1073741835.102136113325088&type=1

Mistrzostwa świata gry w kapsle

Dziś będzie nie o grach planszowych, ale o grze podwórkowej. Po raz trzeci w Kuźni Raciborskiej odbędą się bowiem Mistrzostwa świata w grze w kapsle. Udział w niej może wziąć każdy. Jak przyznają organizatorzy, najczęściej grają dorośli, którzy pamiętają tę zabawę jeszcze z czasów swojego dzieciństwa. Zwieńczeniem imprezy będzie festiwal pieczonego ziemniaka. Mistrzostwa odbędą się już w najbliższą sobotę (21 września). Początek o godz. 16.00. O tej inicjatywie opowie Michał Fita, dyrektor tamtejszego domu kultury.

Jak narodził się pomysł organizacji tych mistrzostw?

Szukaliśmy pomysłu na imprezę. Mieliśmy ograniczony budżet. W dodatku chcieliśmy, żeby było to coś sympatycznego, oryginalnego i związanego z rekreacją. Wtedy przypomniałem sobie, jak w dzieciństwie uwielbiałem grać na osiedlowym podwórku w kapsle. Było bardzo fajnie, ponieważ do zabawy zapraszali mnie nawet starsi koledzy. Wpadłem na pomysł, żeby przypomnieć tę grę. Jeden z naszych pracowników zaproponował nazwę z przymrużeniem oka, czyli „Mistrzostwa świata”. Narodziła się też historia i mitycznej drużynie Gabonu, która miała do nas przyjechać, jednak nie dotarła.

Jak będzie przebiegał turniej?

Przygotowaliśmy trzy kategorie wiekowe: do 10 lat, od 10 do 15 lat i powyżej 15 lat. W tym roku wprowadzamy pewną nowość. Do tej pory sami rysowaliśmy tor, ale w zeszłym roku nasz mistrz pokonał go w niecałe 20 minut. Stwierdziliśmy więc, że przygotujemy tylko część toru, resztę zrobią sami zawodnicy. Mogą dodać na przykład jakieś utrudnienia. Sama impreza przebiega w bardzo przyjemnym miejscu, w parku w Kuźni Raciborskiej. Jest tam też plac zabaw, z którego będą mogły korzystać dzieci. Rozpalimy też ognisko i zorganizujemy Festiwal Pieczonego Ziemniaka.

O czym powinni wiedzieć uczestnicy mistrzostw?

Przygotowaliśmy dla wszystkich kapsle, jednak sądzę, że każdy „szanujący się kapslowicz” zabierze ze sobą swój kapsel. Może być ozdobiony, czy obciążony np. woskiem, plasteliną, czy monetą.

Dlaczego tak ważne jest obciążenie?

Ciężki kapsel lepiej trzyma się podłoża i nie wypada z toru. Jest nim łatwiej manewrować.

Jakie są najważniejsze zasady?

Każdy zawodnik uderza w kapsel za pomocą trzech „pstryknięć”. Na torze może grać równocześnie pięć osób. Mamy też specjalne odcinki premiowe. Jeżeli więc kapsel wypadnie poza tor przed zdobyciem premii, zawodnik cofa się do poprzedniego miejsca lub na start.

Kto bierze udział w tej imprezie?

Zauważyliśmy, że zgłaszają się głównie dorośli. Dla wielu dzieci gra w kapsle to zupełna nowość. Pierwszym Mistrzem został 40-latek, który dzięki naszej imprezie przypomniał sobie czasy dzieciństwa. Dzięki naszym mistrzostwom stateczni panowie zamieniają się w małych chłopców – klęczą, czy leżą po to, by wykonać dobry strzał.  Świetnie się przy tym bawią.

Dziękuję za rozmowę.

 

Testowanie gier … na Majorce

Zanim gra pojawi się na rynku musi przejść przez etap testowania. To decydujący, ale też niełatwy, czas dla autorów. Muszą liczyć się ze słowami krytyki i być jeszcze wdzięcznym za nie. Im więcej opinii, tym lepiej. Najlepiej gdyby wypowiadali się eksperci, czyli „gracze” lub inni autorzy.

Reiner Knizia, który jest autorem kilkuset gier, w trakcie wywiadu, który z nim przeprowadzałam dla Świata Gier Planszowych, wspominał, że ma stałe grupy testerów, z którymi spotyka się w określone dni tygodnia. Również polscy autorzy doceniają ten etap produkcji i stworzyli inicjatywę Monsoon Group, która skupia autorów i testerów gier planszowych oraz karcianych. Organizują w Warszawie cykliczne spotkania podczas których testują swoje prototypy. Niemieckie wydawnictwa i autorzy idą o krok dalej i w lipcu juz po raz czwarty wyjechali na tydzień na Majorkę. W tym roku w wyjeździe uczestniczyli: ABACUSSPIELE, 2F, Eggertspiele, Queen Games, Hans im Glück, Pegasus, Zoch, Amigo, Schmidt,Spielworxx, HUCH/HUTTER, Ravensburger, Matthias Cramer (autor m.in. gry Helvetia i Glen More), Ulrich Blum (autor m.in. Grand Cru), Leo und Karen Seyfarth (autorzy m.in. Thurn und Taxis), Ralph Bruhn (recenzent gier planszowych oraz założyciel wydawnictwa Hall Games), Ralf zur Linde (autor m.in. gry Finca). Pomysłodawcą oraz organizatorem wyjazdu jest niemiecki portal o planszówkach Cliquenabend.de.

Z wywiadów, które zamieszczane są właśnie na tej stronie możemy dowiedzieć się, że prezentowane są tam gry przygotowywane na targi SPIEL w Essen. Jest to też okazja do zobaczenia, nad czym obecnie pracują poszczególne wydawnictwa. Niektóre z tytułów będą wydane dopiero w kolejnym roku.

W trakcie poprzednich wyjazdów prezentowano tam m.in. Qin od Reinera Knizii, Yedo ( Thomas Vande Ginste i Wolf Plancke), Milestones (Stefan Dorra i Ralf zur Linde), Spectaculum (Reiner Knizia), Hawaii (Greg Daigle), dodatek do Stone Age – Mit Stil zum Ziel (Bernd Brunnhofer), Helvetia (Matthias Cramer), czy Santiago de Cuba (Michael Rieneck).

Jak zwykle uczestnikom wyjazdu tydzień na Majorce upłynął na testowaniu, dyskusjach, rozmowach na temat branży gier planszowych oraz integracji. To naprawdę bardzo fajny pomysł. Pomimo, iż w wyjeździe uczestniczyły konkurencyjne wydawnictwa, to jednak spotkanie te pokazało, że potrafią sie one dogadać. Nikt nikomu nie podkrada pomysłów, a wręcz przeciwnie. Z wywiadów wynikało, że poszczególni wydawcy doceniają opinie wyrażane przez innych ekspertów. Warto dodać, że z inicjatywą takiego wyjazdu wyszedł portal o grach. To kolejny dowód na to, że w Niemczech branża planszówkowa ma silną pozycję. O tym, jak wyglądają te wyjazdy przekonacie się oglądając wideo podsumowujący ubiegłoroczny wyjazd:

http://cliquenabend.de/news/988400-Mallorca-Gathering-of-Friends-2012.html

Warsztaty Logicznego Myślenia

Dziś nie będzie o grach, ale o logicznych łamigłówkach. W każdy wakacyjny weekend na Placu Wolności w Opolu odbywały się warsztaty logicznego myślenia. Organizowała je działająca od niedawna Akademia Logicznego Myślenia i Matematyki.

Prowadząca ją Monika Sawicka jest nauczycielką matematyki, a prywatnie miłośniczką łamigłówek. Postanowiła połączyć pasję z zawodem i tak powstał pomysł Akademii i tych warsztatów.

Co tydzień w specjalnym namiocie za darmo prezentowano łamigłówki i zachęcano do ich rozwiązywania. Chętnych nigdy nie brakowało. Zatrzymywały się całe rodziny, ale też sami dorośli. Dla tej pierwszej grupy przygotowano np. łamigłówki z serii Smart m.in. Pingwiny na lodzie. Były też magnetyczne gry podróżne. Dla nieco starszych był np. Rush Hour, czy Ubongo. Dorośli natomiast wracali do drucianych łamigłówek. Były takie osoby, które co tydzień przychodziły po to by rozwiązać łamigłówkę z kolejnego poziomu trudności. W dodatku dla dzieci przygotowane były też prezenty w postaci mini łamigłówek. Warto dodać, że Monika Sawicka co tydzień wprowadzała nowe propozycje, tak by osoby powracające nie nudziły się.

Przed nami ostatni wakacyjny weekend. Jeżeli będziecie w okolicach Opola – koniecznie wybierzcie się. Akademia zaprasza między godziną 13.00 a 18.00. Więcej na temat tego pomysłu opowie Monika Sawicka.

Skąd pomysł na tego typu Akademię?

Jeszcze w trakcie moich studiów udało mi się zorganizować dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych dwie matematyczne gry terenowe. Działając w Kole Naukowym Matematyków w czasie festiwali naukowych promowałam na jednym ze stoisk różnego rodzaju łamigłówki i gry logiczne. Wtedy przekonałam się, że Opolanie uwielbiają łamigłówki.

To pierwsze wakacje z warsztatami logicznego myślenia?

Tak, niedawno otworzyłam własną działalność gospodarczą – Akademię Logicznego Myślenia i Matematyki. W ten sposób chciałam zrobić pierwszy krok do przełamania spojrzenia na matematykę. Bardzo chciałabym ją „odczarować”, ponieważ często jest postrzegana jako trudny i mało interesujący przedmiot.

Na jakiej zasadzie są prowadzone weekendowe warsztaty?

W namiocie mamy przygotowane specjalne stoisko. Każdy może przyjść i rozwiązywać łamigłówki. Jest ich na tyle, że dla każdego wystarczy. Niektóre osoby są bardzo zawzięte i chcą rozwiązać każdą łamigłówkę.

Czy były osoby, które przychodziły co tydzień?

Owszem, niektóre osoby wracały nawet po kilka razy tego samego dnia. Na przykład mama jednego chłopczyka wracała do nas trzy razy. Dzieci uwielbiają łamigłówki. Musimy przy tym pamiętać, że nie są to zwykłe zabawki. Nie tylko bawimy się przy nich dobrze, ale również ćwiczymy umiejętność logicznego myślenia.

Dzieci łatwo przekonać, a jak wygląda sprawa z rodzicami?

Dorosłym osobom czasami brak cierpliwości, ale tutaj zawsze staramy się dopingować, żeby się nie poddawać. Cały urok tkwi w tym, że jak się weźmie łamigłówkę do ręki, to trzeba ją rozwiązać. Jeśli jest taka potrzeba, zawsze służymy pomocą i podpowiadamy.

Dziękuję za rozmowę

Zdjęcia pochodzą ze strony:

https://www.facebook.com/AkademiaLogicznegoMysleniaIMatematyki?ref=stream&hc_location=stream

Spóźniony wstępniak

Katarzyna „Squirrel” Ziółkowska rozpoczęła blog od wpisu na temat pisania „za całkowitą darmoszkę”. Nie wiem, czy autorka tak mnie zainspirowała, czy po prostu był to już długo wyczekiwany „bodziec”, ale w piątek wysłałam rezygnację i podziękowanie do tygodnika lokalnego, z którym od dwóch lat współpracowałam.

Praca w tym tygodniku była dla mnie dużym wyzwaniem. Czułam też na sobie spory bagaż odpowiedzialności. Co tydzień pisałam teksty o gminie, z której pochodzę.  Tematy, po które sięgałam,  „nie przeszłyby” w regionalnej stacji, w której od 7 lat pracuję. Musiałam przejść więc z myślenia „globalnego” na myślenie stricte lokalne. To był dla mnie trudny przeskok, w dodatku na początku musiałam sporo czasu poświęcić na poszukiwanie tematów i nawiązywanie znajomości. Potem tematy już same do mnie „przychodziły”. W tym czasie nawiązałam sporo kontaktów, poznałam ciekawych ludzi, krótko mówiąc sporo się nauczyłam. Dwa lata pracy blisko człowieka – tak mogłabym podsumować ten czas.

Nadeszła jednak pora na kolejne wyzwania. Planszówkowe wyzwania. Mam nadzieję, że nie będę żałować tej decyzji. Cieszę się, że moja pasja nie kończy się tylko na powiększaniu kolekcji, ale że to cos więcej: że mogę wyrazić swoją opinię i polecić dobre tytuły.  Jestem „świadomym graczem” i obserwatorem tego, co się dzieje na rynku planszówkowym. Lubię dzielić się swoją miłością do gier nie tylko ze znajomymi i rodziną. Krótko mówiąc: mam misję.

Zdjęcie ze strony www.demotywatory.pl

 

Co do Peru?

Co do Peru?

W pierwszym wpisie na blogu pisałam o prośbie znajomego misjonarza z Peru, który poznał tam grę Osadnicy z Catanu. Gra już doszła i została też przekazana. Okazało się, że tytuł ten w Peru promują Polacy, a dokładnie misjonarze. Zachęcają do gry też Peruwiańczyków. Dla nich to wielkie przeżycie, bardzo angażują sie w rozgrywkę i  „przeżywają” sukcesy i porażki. Może dlatego, ze nowoczesne planszówki nie są tam aż tak popularne?

Znajomy chce zabrać ze sobą jeszcze jakieś inne tytuły, w które mógłby grać przez kolejny rok. Muszą spełnić kilka warunków: przede wszystkim waga i rozmiar. Podróż trwa bowiem 15 godzin z przesiadką w Paryżu. Osadnicy z Catanu to pierwsza nowoczesna planszówka mojego znajomego i grali w nią sporo w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nowy tytuł ma więc poziomem trudności, jak i zasadami przypominać Osadników. Do gry czasami zapraszani są też Peruwiańczycy, dlatego nowa planszówka powinna też być niezależna językowo.

Od razu pomyślałam o Fince, w której wcielamy się w role rolników z Majorki. Naszym zadaniem jest zebranie jak największej ilości rosnących na wyspie owoców i dostarczenie ich do gmin. Gra ma bardzo proste zasady, jest jednak małe „ale”. Wszystkie owoce są drewniane, co zwiększa jej wagę. Podobnie jest w przypadku gry Stone Age. Świetny tytuł po Osadnikach, ale duża ilość elementów, głównie drewnianych, dyskwalifikują ją.

Potem pomyślałam o Hawanie. Spełnia warunek rozmiarowy: to przecież tylko woreczek z materiału, płytki budynków, karty akcji, karty pomocy gracza, robotnicy, monety i drewniane małe kosteczki. Obawiam się jednak, ze przeszkodą mogą być napisy na kartach graczy. Wprawdzie wraz z częstszym graniem zapamiętuje się poszczególne funkcje, jednak domyślam się, że rozgrywka z Peruwiańczykami jest okazjonalna i polskie napisy mogą jednak być utrudnieniem.

Pomyślałam też: a dlaczego nie Kolejka? Wprawdzie Peruwiańczykom kontekst historyczny jest całkowicie nieznany, to jednak nie przeszkadza to w rozgrywce. Niestety na kartach są napisy. Rekompensuje to zestaw naklejek na karty w kilku językach. Brakuje jednak hiszpańskiego. Nie wiem, jak wygląda sprawa znajomości angielskiego w Peru. Gdyby nie stanowiło to problemu, myślę, że Kolejka mogłaby być dobrym pomysłem. Tym bardziej, że dla Polaków to gra „sentymentalna”.

Przypomniał mi się też, dawno już u nas nie rozgrywany tytuł: Na Grunwald. Proste zasady, w dodatku gra nie waży aż tak wiele, w ostateczności można ją zabrać bez pudełka. Napisy na kartach wydarzeń, może tłumaczyć jeden z grających Polaków. Temat też odpowiedni dla mężczyzn, czyli przygotowania do wojny z Zakonem krzyżackim.

Mała rozmiarowo, choć nie do końca wagowo, jest gra Rattus. Szkoda, że nie jest za bardzo doceniana na polskim rynku. Ma na tyle proste zasady, że radzi sobie z nimi nawet moja początkująca mama. W dodatku nie ma napisów, a jak się znudzi, można kupić dodatek, z kolejnymi postaciami. Temat też jest niebanalny: walka z „czarną śmiercią”.

Na koniec wpadł mi do głowy pomysł: skoro normalna wersja Osadników spodobała się, to może gra kościana? Już kiedyś wspominałam o niej temu znajomemu i wyraził spore zainteresowanie. W dodatku ma idealne rozmiary, nie ma napisów w języku polskim i można w nią zagrać w ok. 15 minut. Cena też jest fantastyczna, bo ok. 20 zł.

Powoli zbieram te propozycje i przygotowuję zestawienie. Mam czas do środy, potem trzeba szybko złożyć zamówienie. Jeżeli macie inne pomysły spełniające powyższe warunki, czekam na Wasze przykłady gier.

 

Dlaczego czekam na Ewolucję

W redakcji, w której na co dzień pracuję, ostatnio ktoś rzucił hasło, że na wizytówce powinnam pod imieniem i nazwiskiem napisać: „Fauna, flora i gry planszowe”. O trzecim składniku podpisu nie muszę pisać, warto wytłumaczyć pozostałe. Od dobrych kilku lat prowadzę program Ekofakty. Jest on emitowany codziennie od poniedziałku do piątku, tak więc muszę rozglądać się w poszukiwaniu tematów. Bywało tak, że jechałam robić relację z wydarzenia w ogóle niezwiązanego z ekologią, a wracałam z kolejnym materiałem do Ekofaktów. W dodatku ukończyłam Liceum Techniczne o profilu kształtowanie środowiska i mieliśmy rozszerzoną biologię. Gdy więc zobaczyłam w zapowiedziach ubiegłorocznych targów Spiel 2012 grę Evolution od razu wpadła mi w oko. Chyba przede wszystkim ze względu na minimalistyczną grafikę. W dodatku jest ona zielona, a to jeden z moich ulubionych kolorów, nawet szafki w kuchni mam zielone. Grafika oczywiście nie zadowoli każdego, jednak z drugiej strony do tematu ewolucji, pasuje jak najbardziej. Z niecierpliwością czekam na rozgrywkę w polską wersję gry, przygotowaną przez wydawnictwo G3. Rozgrywka odbywa się zgodnie z zasadą – wygrywa najsilniejszy.

„Ewolucja” to zestaw 84 kart, którymi zarządzamy w trakcie rozgrywki tak, by wyhodować własną populację zwierząt. Gra rozpoczyna się od fazy rozwoju, czyli wyłożenia kart i stworzenia własnej populacji. Karty są dwustronne i można je wyłożyć albo jako zwierzę albo jako „cecha, właściwość zwierzęcia”. Kolejna faza polega na określeniu zasobów żywności w „banku”, czyli ilości żetonów, która jest rożna w zależności od liczby graczy oraz od wyrzuconej sumy oczek na kościach. Kolejna faza to żywienie, w której gracze dobierają po jednym znaczniku z „banku”. Niestety, jak to w procesie ewolucji bywa, nie wszystkim zwierzętom zostanie dostarczone pożywienie. Przechodzimy więc do fazy wymierania gatunku i dobierania nowych kart. Wprawdzie nawet w materiałach prasowych mowa jest o sporym znaczeniu losowości, ale skoro „gramy w ewolucję”, nie może być inaczej.

Grę chciałabym też wypróbować z innego względu. Będzie to chyba moja pierwsza planszówka zaprojektowana przez autorów z Rosji. Sergey Machin ma już na swoim koncie kilka gier. Przy Ewolucji pomagał mu naukowiec Dmitry Knorre. Gra w Rosji w ciągu pierwszego roku od wydania zdobyła aż pięć nagród, w tym „Najlepsza rosyjska gra roku”. Już Fauna od Friedamanna Friese była ciekawym przykładem zastosowania ciekawostek biologicznych w grze. Ewolucja wydaje się być jeszcze lepszą propozycją nie tylko dla niedzielnych graczy. Czy tak będzie? Przekonamy sie o tym juz wkrótce.

Zdjęcie: BoardGameGeek