Planszówki w kuchni, kuchnia w planszówkach cz.3

Lato nieodłącznie kojarzy się z grillowaniem. To nie tylko smaczne jedzenie, ale też spotkania ze znajomymi czy z rodziną. Dla Geeka to natomiast kolejna okazja do promocji planszówek. Trzeba się jednak do tego odpowiednio przygotować. Na stołach jest przecież sporo jedzenia i picia. Pomiędzy kolejnymi porcjami mamy krótkie przerwy, w trakcie których nie zawsze chce nam się posprzątać na stole, czy porządnie umyć dłonie. Warto więc pomyśleć o takich tytułach, które nie „odniosą żadnych strat”.

Pierwsza pozycja, która została już wielokrotnie sprawdzona w takich okolicznościach to Polowanie na robale. Gra została po raz pierwszy wydana w 2005 roku i od tego czasu cieszy się niesłabnącą popularnością. Jej autorem jest Reiner Knizia, ojciec wielu gier. Sam temat tej gry idealnie pasuje do grillowania. Polujemy w niej na pieczone na ruszcie robale. Za pomocą 8 kostek staramy się zarezerwować dla siebie smakowite kąski. Gra nadaje się również ze względu na wykonanie. Robale są namalowane na bakelitowych płytkach, które są naprawdę trwałe i pomimo wielu rozgrywek nie widać na nich śladów użytkowania. Gdy się pobrudzą można je po prostu umyć. Trochę gorzej z kostkami, ponieważ są białe i na jednym boku mają narysowanego robala. Można je wymienić na zwykłe kostki, jednak wtedy szóstka musi zastępować nam robaka.

Zasady tej gry są banalnie proste i już po kilku minutach wszyscy świetnie się bawią podkradając sobie płytki lub kombinując z kostkami, tak by upolować największą liczbę robaków. Nie będę rozpisywać się o zasadach, wspomnę tylko, że w trakcie gry rzucamy ośmioma kostkami. Po każdym rzucie musimy odłożyć na bok wszystkie kostki o jednej wybranej wartości lub kostki z robakami (1 robak = 5 oczek). Nie mogą to być jednak kostki z wartością odłożoną w poprzednich rzutach. Sami decydujemy o momencie zakończenia naszej tury, chyba, że wcześniej rzut okazał się nieważny. Taka sytuacja ma miejsce np. gdy wyrzuciliśmy wyłącznie oczka lub robale, które wcześniej już odłożyliśmy lub gdy brakuje nam wymaganej kości z robakiem lub wartości kostek są zbyt niskie. Wtedy nie zdobywamy płytki. W innym przypadku zabieramy z „rusztu” płytkę z wartością uzyskaną dzięki wyrzuconym kościom. Jeżeli tam jej nie ma, a jest widoczna na wierzchu stosu płytek zdobytych przez przeciwnika, możemy mu ją „ukraść”. Wygrywa ta osoba, która zdobędzie najwięcej robali.

Gra jest bardzo losowa, jednak nie przeszkadza to w dobrej zabawie. Kilka lat temu całe lato spędziliśmy właśnie przy „robalach”. Potrafiliśmy w nią grać po kilka razy dziennie i do dzisiaj bardzo miło ją wspominamy. Ze względu na małe rozmiary (tylko 16 płytek i 8 kostek) możemy ją zabrać dosłownie wszędzie. Zagrać można więc nawet na kocu w parku.

Drugą grą, o której warto pamiętać jest Triominos. Na rynku można znaleźć kilka jej wersji. Ja mam TO Go XL. Trójkątne płytki oraz podstawki zapakowano do praktycznej kosmetyczki.  Gra, która podbiła serca całej mojej rodziny oraz znajomych podczas wyjazdu na narty w Alpy. Recenzje tej gry zamieściłam już w Świecie Gier Planszowych, dlatego nie będę się powtarzać. Zasady przypominają popularne Domino, z tą różnicą, że mamy tu do czynienia z trójkątnymi płytkami. Dokładamy je w ten sposób, by zgadzały się wartości na boku. Płytka dokładana do już leżącej, musi mieć na boku łączącym je te same cyfry (czasami są nawet te same wartości, ale np. piątka jest na dole, a dwójka na górze, a my potrzebujemy odwrotnego układu). Gracze  wykładając płytki zdobywają punkty. Otrzymują ich tyle, ile wynosi suma widniejąca na dołożonym trójkącie. Maksymalnie można więc zdobyć piętnaście punktów. Można jeszcze otrzymać punkty bonusowe (np. za ułożenie określonej figury z płytek) lub punkty karne gdy nic nie wyłożymy. Gra kończy się, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich płytek lub gdy żaden z nich nie będzie mógł wyłożyć się.

Triomonos ma tak banalne zasady, że aż trudno uwierzyć, że to tak dobra gra. Gramy w nią od ponad roku i przestać nie możemy. Szczególnie podoba się niedzielnym graczom i osobom, które dopiero dowiadują się czym są nowoczesne planszówki. To ulubiona gra mojej mamy. W dodatku płytki są wykonane z bardzo trwałego materiału, a praktyczna kosmetyczka pozwala na ich łatwy transport.

Na koniec pierwszej części listy gier polecanych na spotkania połączone z grillowaniem muszę wspomnieć o Rummikubie. Gdy spotykam się z osobami, które nie są zaangażowane w nowoczesne planszówki, oprócz Monopoly, czy Scrabble, często wymieniają właśnie ten tytuł. Z pewnością ma na to wpływ fakt, że grę tę można zakupić w wielu hipermarketach jej reklamę można było zobaczyć w mediach ogólnopolskich. Gra dostępna jest na rynku od 1977 roku i ma na swoim koncie wiele nagród, m.in. Spiel des Jahres. Zasady również są banalne: celem gry jest jak najszybsze pozbycie się wszystkich kostek ze swojej tabliczki układając je w „grupy” (trzy lub cztery kostki z tym samym numerem) lub serie (co najmniej trzy kostki o kolejnych numerach w jednym kolorze). Każdy z graczy dysponuje 14 kostkami. W swoim ruchu dokładamy kostki do już istniejących układów. Możemy też nimi manipulować i tworzyć nowe serie lub gry. Musimy jednak pamiętać, że w każdym ruchu musimy wyłożyć przynajmniej jedną kostkę. Grę wygrywa osoba, która jako pierwsza wyłoży swoje kostki. Zasady przypominają popularnego karcianego Remika, jeżeli ktoś grał w grę, bardzo szybko zrozumie o co chodzi w Rummikubie. Zasady są jednak na tyle proste, że nie ma problemu z nauczeniem ich dzieci, czy też osób starszych. W dodatku płytki są wykonane z trwałego materiału, jak się pobrudzą, wrzuca się je do miski i po prostu myje. Gra idealnie nadaje się więc na spotkania połączone z degustacją grillowanych potraw. Zabrać ją można tez w podróż, o czym przekonacie się spoglądając na zdjęcie zamieszczone poniżej. To jednak nie koniec propozycji gier na tego typu okazje. Kolejne już wkrótce pojawią się na blogu.